Kostki & kaczki – jak Donald i spółka erpegowali

Wyobraźcie sobie, że Miki, Donald i Goofy spotykają się pewnego wieczora przy stole z figurkami, makietą terenu i podręcznikiem – tak, umówili się na sesję RPG. I tak, to się naprawdę wydarzyło!

Komiks The Black Orb, wydany w 2003 roku w zbiorze Donald Duck Adventures (w polskiej wersji pod nazwą Pogromcy potworów w tomie XXIX Gigant Poleca) to właśnie historia sesji rozgrywanej przez tę trójkę bohaterów z Kaczo- i Myszogrodu.

Co wiemy o grze?
– System nazywa się Sword & Sorcery (nie ma to jak aliteracja w tytule!);
– Jeden z podręczników podstawowych to Nelly’s Good Knight Game Manual;
– Setting to genericowe fantasy;
– Testy to czysty rzut 2k6 – progi sukcesu są różne i wynikają z opisu gotowej przygody (trafienie potwora wymaga wyniku 5+, rzucenie czaru 8+, a wykrycie pułapek w mrocznym zamku aż 12!);
– Nie ma stałego mistrza gry – gracze opisują konsekwencje sukcesów własnych postaci w ramach gotowej przygody z podręcznika.

Postać Mikiego to łotrzyk Sleek the Prowler, Donalda rycerz Valiant Trueheart, a Goofy’ego mag Pandrazo the Wise. Przygoda skupia się wokół magicznej księgi, dzięki której drużyna będzie mogła odpędzić potwory zagrażające miasteczku. W prologu Sleek kradnie księgę z pewnej mrocznej wieży, ale zostaje oszukany przez swojego wspólnika Brutalona („pierwszy BN zawsze kłamie”), który zabiera mu wolumin. Bohaterowie znajdują później księgę w sklepie chciwego McMyzera (wzorowanego na Sknerusie), który żąda za nią tysiąca złotych monet. Sleek ponownie kradnie księgę, a Pandrazo dowiaduje się z niej, że potwory są kontrolowane mocą pewnej mrocznej czarnej kuli. Drużyna udaje się na gadzich wierzchowcach do dalekiego zamku, gdzie podobno znajduje się kula, i rzeczywiście ją znajduje, na miejscu okazuje się jednak, że Brutalon i McMyzer ponownie zastawili na bohaterów pułapkę. Drużyna na szczęście ucieka, wrzuciwszy kulę do paszczy mackowatego potwora (czym pokonuje zarówno złą magię kuli, jak i kreaturę), i zdobywa uznanie mieszczan.

Po sesji Miki i Goofy idą do miasta coś zjeść, Donald zostaje jednak u siebie, ponieważ nie podobało mu się to, że pod koniec sesji stchórzył, i… sam na nowo opowiadana szczęśliwe zakończenie, w którym to jego Valiant staje się najodważniejszym herosem.

Jakimi graczami są bohaterowie? No, jak każdy, mają zalety (wszyscy angażują się w fabułę i są pomysłowi) i wady – Goofy zapomina o mechanice i przekręca imię postaci Donalda na Valium, Mikiemu zdarza się popadać w klymaciarstwo, a Donald nie znosi przegranych i oszukuje na kościach. Wszystkie spięcia schodzą jednak na dalszy plan, gdy cała paczka wspólnie ekscytuje się fabułą (Donald nawet mdleje pod koniec, za dużo immersji szkodzi!).

Obok przygody widzimy też kilka scen pozagrowych – Daisy denerwuje się, że Donald nie ma czasu naprawić czegoś w jej domu, Sknerus dzwoni z przypomnieniem o pracy następnego ranka… Ot, życie.

Kiedy komiks wyszedł, miałem siedem lat – nie pamiętam, czy dostałem go od razu, czy po jakimś czasie (byłem bardzo podekscytowany, kiedy rodzice zamówili mi przez internet – albo telefonicznie – zestaw archiwalnych Gigantów), w każdym razie Pogromcy potworów stali się jednym z moich ulubionych komiksów, ukształtowali w dużym stopniu moje spojrzenie na fantastykę i pokazały, że istnieje coś takiego jak gry fabularne. Miłe wspomnienie. Może uda się Wam zdobyć gdzieś ten komiks i pokazać znajomym dzieciakom?

Wszystkie obrazki pochodzą z wyżej opisanego komiksu. Autorem scenariusza jest Andreas Pihl, dialogów Gary Leach, a rysownik to Fecchi (obok Dona Rosy mój ulubiony kaczy artysta, często zajmował się historiami nawiązującymi do fantastyki, świetnie oddaje mimiką nieopisane dialogami emocje).

Więcej o komiksach możecie poczytać na świetnym blogu mojego kumpla Michała – Wejściu w kadr.

2 thoughts on “Kostki & kaczki – jak Donald i spółka erpegowali

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *